
„Kocham Cię”- Te słowa duszą mnie gęstą mgłą swych objęć. Rzucają w zimne snu odmęty; snu który oddaje w pocałunku nadzieję, że w ciemności wreszcie odnajdę światło. Szukam południa dusz… Światełko w tunelu niknie pod woalem czerni. Dla Ciebie staję się cieniem. (Ciemność przesycona emocjami)
Zimny dotyk, łza spływająca w dół, rozbryzgująca się we wszystkie strony cierpienia. Tonie kolejna marionetka pod wpływem chłodu mych wnętrzności. (Rozbity kryształami organ )…
Cicho…ciszej…to przecież tylko ja- cień.
-Czy na pewno miłość jest wieczna? Czemu czuję się od niej nieszczęśliwa. Klęczę w niemej boleści jak z marmuru posąg- rzeźba stworzona dłońmi wspomnień.
Obojętność…
Stałam się tym kim być nigdy nie chciałam.
Cisza…egzekucja wydana na dźwiękach- bezlitosne uśmiercanie ich, przygasanie jak papierosa. Popielniczką niech będzie moja dusza!
Cisza…zagłuszana skrzypieniem pióra- wykrzyczana, wymówiona, wyszeptana. Bezwzględna cisza w uszach brzmiąca grzmotem!
Cisza…cztery ściany- rozpłaszczona na nich, rozmazana; krwią ociekła, krwią skalana!
Cisza…płonącym odcieniem czerni spływająca z ust; płacząca stoi w kącie smutku…niema.
Cisza… na aksamicie wieczornego nieba przybrudzona płomieniami istnień… Trochę posępna, trochę zimna. Rosi trawę zdmuchniętymi świecami.
Cisza… mała baletnica stojąca w kałuży krwi z nożem w dłoni. Kogoś już zabiła; widać to po wyrazie twarzy.
Niestety nic Ci nie powie, bo odgryzła sobie język w spazmie zabijania.
-Cisza…- Mów głośniej bom nie dosłyszał.
-CISZA…imie mej kochanki!
-Cisza?
-Ciiiiiiii…bo ją spłoszysz!
…slice of life…